Śląsk wyszedł osłabiony ze względu na kartki - w szeregach WKSu zabrakło Paixao, Dudu i Stevanovicia. O tym, że są to ważne ogniwa w grze zespołu wiadomo mniej więcej od pierwszego meczu w tym sezonie. Mimo to Śląsk chciał już na początku coś strzelić i faktycznie, Plaku miał okazję już po kilkunastu sekundach. Ruszyli odważnie, z pressingiem, i zamknęli na kilka chwil gości na ich połowie. Sevilla bardzo niedbale rozpoczęła ten mecz, i po wybiciu piłki przez bramkarza kilkukrotnie uciekały one na aut. Ich zadanie było bardzo podobne do tego, co miała zrobić Legia, czyli strzelić trzy bramki, nie stracić żadnej - jednak z jedną różnicą - mieli dziesięć minut więcej. Ale już po tych dziesięciu minutach Sevilla zaczęła dochodzić do głosu, i ujawniła się największa dziura w obronie Śląska - Krzysztof Ostrowski. Robił mnóstwo błędów, i bramka dla gości była tylko kwestią czasu. Po błędzie wspomnianego Ostrowskiego do piłki dopadł Ivan Rakitić, i potężnym uderzeniem pokonał Rafała Gikiewicza. Strzał był do wybronienia, jednak popełnił błąd, i piłka po palcach wpadła do siatki. Błędy Ostrowskiego i dominacja Sevilli złożyły się w taki sposób, że do obrony musiał wrócić Waldemar Sobota, który starał się naprawiać błędy starszego kolegi. Śląsk przestawił się na grę z kontry, bo o ataku pozycyjnym nie było mowy - Sevilla zamknęła WKS na swojej połowie, i nie pozwalała na nic więcej niż wybicie na oślep.
W drugiej połowie trener Levy wpuścił Więzika, aby ten wszedł na środek. Chciał w ten sposób przesunąć Plaku na skrzydło, gdzie podobno lepiej się czuje. Nie było tego widać, i po pierwszych dziesięciu minutach Śląsk znowu został zepchnięty do głębokiej defensywy. Trener gości zdjął najlepszych zawodników, i dał pograć młodym. Mimo tego piłkarze WKSu zachowywali się jakby całą przerwę zapierdalali wokół stadionu, i kompletnie opadli z sił. Jedynym zawodnikiem, który wyróżniał się na plus, był Pawelec. Konsekwentnie wybijał dośrodkowania graczy Sevilli, którzy przy okazji porządnie go skopali. W związku z tym musiał opuścić boisko, a w jego miejsce wszedł, że tak go nazwę, obrońca Gavish. Już w przeciągu minuty zawalił trzecią bramkę, a kilka minut zaliczył stratę jeszcze debilniejszą niż Vrdoljak w meczu ze Steauą, po czym Perotti podwyższył wynik na 0:4. Przy trzeciej bramce Sampeiro wykonał akcję żywcem wyjętą z FIFY, i robiąc obrót ominął
To nie był ten sam Śląsk, który tak czarował w dwumeczu z Brugią. To nie był Śląsk, który dzielnie znosił ciosy przed tygodniem. Dziś Sevilla skatowała WKS i w brutalny sposób wybiła im z głowy europejskie puchary. Jeżeli na ławce nie ma zmienników, którzy są w stanie zagwarantować choć w połowie taki poziom jak Ci główni zawodnicy, to nie można grać w pucharach na poziomie. W Śląsku ewidentnie tego brakuje, i dzisiejszy mecz był tego najlepszym przykładem. Ale nawet ławka nie uratowałaby Śląska - różnica w wyszkoleniu zawodników jest kolosalna - wystarczyło popatrzeć na wyczyny młodziaków, którzy wbili biednemu Śląskowi trzy bramki. WKS nie był w stanie odpowiedzieć nawet pod względem kondycyjnym - w drugiej połowie dosłownie padli.
Można gdybać, co by było gdyby zamiast tej cholernej jedynki Łysy z UEFA pokazał piątkę, albo chociaż czwórkę. Wcale nie uważam, że byliby w stanie pokonać Nordsjaeland czy Salzburg, ale byłoby łatwiej. Z drugiej strony - dobrze się stało, że Śląsk odpadł. Ten zespół nie jest w stanie podołać trudom rywalizacji w pucharach, choć zarząd WKSu chętnie zobaczyłby pieniążki od UEFY. No cóż, pozostaje im Ekstraklasa, gdzie narobili sobie zaległości, które muszą teraz nadrobić.
A skoro już jesteśmy przy Ekstraklasie - jutro czekają nas dwa mecze rozgrywane równolegle. W Chorzowie Ruch zagra z ostatnią drużyną tabeli, Zagłębiem Lubin - nie spodziewam się zbyt wiele po tym meczu, dlatego ciekawsze wydaje mi się drugie spotkanie. W Gdańsku spotka się dwóch liderów Ekstraklasy - miejscowa Lechia i Górnik Zabrze. Lechia ciągle jest w transie po meczu z Barceloną i gra efektownie, i co ważniejsze - skutecznie. Górnik jest równie skuteczny, jednak ostatnio zaliczył wpadkę, remisując ze znacznie słabszym Ruchem w derbach Śląska. Na deser TVP serwuje mecz o Superpuchar Europy - jeżeli ktoś wybierze mecz Ruchu, będzie to idealny lek na ból oczu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz