niedziela, 1 września 2013

Ciekawa niedziela: Piast - Śląsk, i słówko o Fornaliku.

Ten mecz nie rozczarował - było sporo fajnych akcji, mogło być również sporo bramek. Dlaczego nie padły? To za chwilę. Mimo że nie miałem możliwości skupienia się w pełni na analizie meczu, coś z niego zapamiętałem.

Po pierwsze - na początku Śląsk sprawiał wrażenie drużyny, na której zabranie najlepszego gracza nie zrobiło większego wrażenia. Mieli kilka świetnych okazji, z których mogli strzelić ze dwie bramki, jednak na posterunku znajdował się Dariusz Trela. Naprawiał wszystkie błędy swoich obrońców, a było tego naprawdę sporo - zarówno Polak, jak i Horvath lamili niesamowicie.

Po drugie - nie tylko obrona Piasta była do dupy. Śląsk nie pozostał im dłużny, a szczególnie Pawelec - chwaliłem go po meczu z Sevillą, jednak teraz po prostu był do niczego. Zawalił przy bramce dla Piasta, nie robiąc kompletnie nic. Do tej bramki wszystko wskazywało na to, że Śląsk wygra gładko, ale to Piast pierwszy strzelił. Gospodarze wyraźnie odżyli, i dominacja Śląska znikła momentalnie. Warto odnotować, że na trybuny wyleciał trener Levy - jednak nie mam pojęcia za co.

W drugiej połowie to Piast był tą lepszą stroną - napierali na popełniającą błędy defensywę Śląska, ale i oni nie pozostawali dłużni - na początku próbowali dość nieśmiale, jednak z biegiem czasu ponownie przejmowali inicjatywę. Zanim to się stało, bramkę Gikiewicza porządnie ostrzeliwali piłkarze Piasta.
Ciekawa była sytuacja w 68. minucie, kiedy to żółtą kartkę otrzymał faulowany Dudu. Piszę faulowany, gdyż moim zdaniem był ruch nogą który był spóźniony do piłki, i był to faul - jednak sędzia uznał inaczej, i ukarał Dudu za udawanie. Ciekawe.
W drugiej połowie obudził się Podgórski - fatalny z Koroną, tutaj grał już poprawnie, jednak wciąż nie jest to ten sam Tomasz Podgórski co wiosną. Dośrodkowywał na potęgę, i przy okazji nakrzyczał na sędziego - no cóż, taki żywot kapitana.
O tym, że Mila jest takim polskim Pirlo (oczywiście przy zachowaniu proporcji między polską a włoską piłką) wiadomo nie od dziś. W tym meczu był kolejny tego dowód - świetne decyzje, kilka fantastycznych podań które powinny stać się asystami - cały Mila. Szkoda, że akurat jak Fornalik go oglądał, musiał zaliczyć słabszy mecz. Kadrze potrzeba takiego człowieka.
Śląsk wyrównał w 75. minucie - do bramki trafił Paixao, a asystę zaliczył największy plus meczu - Dalibor Stevanović. Nie może tu być mowy o przypadku - jeżeli ktoś w sześciu kolejnych meczach (na sześć możliwych) jest przez fanów wybierany najlepszym zawodnikiem meczu, to coś w tym musi być. Proponuję przyznać mu plusa sezonu już dziś. A tak pomijając ironię - Dalibor zalicza kolejny udany mecz, co w jego przypadku jest co najmniej dziwne.

Podobało mi się to, że do końca obie drużyny nie rezygnowały w walce o wygraną - walczyły do końca, ale chyba bliżej był Śląsk - niesamowitą okazję miał w 88. minucie, jednak istnego gamebreakera zjebali przez zbędne kombinatorstwo.

A skoro już wspomniałem o Fornaliku - oto co dziś zatweetował Mateusz Borek:

Okazuje się, że Waldemar Fornalik odnalazł się na stadionie Legii, gdzie bynajmniej nie trwało żadne godne uwagi wydarzenie. Nosz kurwa - trener reprezentacji zabiera z młodzieżówki zawodników na pozycje, na których mamy bogactwo; nie powołuje Kamińskiego (ba, nawet go nie obserwuje - co zresztą zauważa @BorekMati) mimo wielkiej dziury w obronie, i jeszcze jedzie sobie obejrzeć bandę grubasków. Powinien do ostatniej chwili szukać obrońców, bo dziura w tej formacji jest niesamowita. Z nieznanych przyczyn ma to kompletnie w dupie, i powołania rozsyła jeszcze przed kolejką ligową. Nie pojawia się na żadnym meczu, żeby ewentualnie kogoś dowołać, tylko udaje się na mecz charytatywny. No błagam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz