Koniec szans na występy na Mundialu. Do końca eliminacji jeszcze trzy mecze, ale to po prostu już jest koniec. Można powiedzieć, że sędzia zjebał sprawę unieważniając bramkę - ale na chłodno trzeba przyznać, że miał rację. Ja winnych tego remisuj szukałbym gdzieś indziej. Gdzie? O tym za chwilę.
Od początku meczu Polacy ruszyli na Czarnogórców - mieliśmy zaatakować, i atakowaliśmy. To na pewno na plus. Ale co z tego, skoro po dziesięciu minutach ciśnięcia, w jedenastej straciliśmy bramkę. Tutaj winę można zrzucić na Szukałę, który kompletnie zaspał, ale - cofnijmy się do momentu, w którym piłka wyszła na aut. Do piłki zwyczajnie wybitej na oślep wyskoczyło dwóch naszych - Krychowiak i jeszcze jeden, i zdjęli sobie nawzajem tą piłkę z głowy, przez co wyszła aut. Ale po kilku minutach stało się to, czego się najmniej spodziewałem. Lewandowski przestał być tym samym Lewandowskim, co zazwyczaj w kadrze, i to był ten Lewandowski z Dortmundu. Przytomnie odebrał piłkę, a potem jednym zwodem wykiwał obrońcę i słabszą nogą oddał celny strzał. Tak, to był ten Robert, którego chciałem - i dostałem. Ale poza tą akcją - kilkukrotnie zamiast wychodzić do podania, chował się za obrońców, przez co ta piłka do niego nie dochodziła. Polacy naciskali, ale gdy Czarnogórcy wychodzili z kontrą - było się o co bać. Nasza obrona nie istnieje - Glik był fatalny, Boenisch tragiczny, Szukała zwyczajnie słaby, zresztą podobnie jak Jędrzejczyk. I takie wnioski były tylko po pierwszej połowie.
W drugiej mieliśmy ruszyć jeszcze agresywniej - w drużynie gości brakowało kluczowych postaci, więc lepszej okazji do wygranej (w normalnych warunkach) nie można było sobie wyobrazić. Tymczasem nie było takiej agresji, takiej woli walki, i takiego zaangażowania w tworzeniu sytuacji. Można tutaj spekulować, co by było gdyby sędzia liniowy nie podniósł chorągiewki (kompletnie z dupy), podczas gdy faulowany był Waldek Sobota. Prawdopodobnie prowadzilibyśmy 2:1 i to my kontrolowalibyśmy grę, a nie Czarnogórcy. Jednak kilka minut po tej akcji to właśnie drużyna gości przejęła inicjatywę - narzucili wysoki pressing, i kilkukrotnie mogli wykorzystać błędy formacji defensywnej, przez trenera żartobliwie nazywaną "obroną". Ci piłkarze kompletnie nie istnieli, nie wymuszali błędów - ba, sami popełniali ich całe mnóstwo. Goście mieli kilka niemal stuprocentowych sytuacji, ale zachowywali się naprawdę frajersko nie wykorzystując ich.
Ostatnia akcja - no cóż. Na gorąco byłem święcie przekonany, że spalonego nie było. Gdy obejrzałem to na chłodno - z bólem serca stwierdzam, że Mierzejewski był na spalonym. Niestety.
Jeżeli chodzi o patałachów tego spotkania - mam pięciu kandydatów. Glik, Boenisch, Szukała, Jędrzejczyk, Krychowiak. Słabą zmianę dał także Mierzejewski, natomiast na temat Wszołka powiem krótko - fatalna zmiana.
Po tym meczu po prostu brakuje mi słów. Matematyka niby daje nam jeszcze szanse, ale bądźmy szczerzy - już przed tym spotkaniem były iluzoryczne, a teraz są jeszcze mniejsze. I wychodzi na to, że jedynymi Polakami w Brazylii będą Szpakowski i jego ekspert...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz