Pierwsza połowa obfitowała w setki, które w koncertowy sposób psuli zarówno jedni, jak i drudzy. Korona miała problem z wyjściem spod pressingu pod swoim polem karnym, i z tego wyszła świetna akcja sam na sam, którą zepsuł Łatka. Po kilku chwilach ciekawym pomysłem na rozegranie rożnego popisała się Korona - wrzutka na wbiegającego zawodnika dobre kilka metrów za całą grupą? Dobry pomysł, jednak wykonanie już gorsze - trzeba będzie na to uważać. Ogólnie Korona tworzyła mniej akcji, częściej wychodzą z kontrą - mimo że ekspert Murawski przewidywał, że będzie to raczej odwrotnie - to Podbeskidzie miało grać z kontry. Tymczasem gospodarze stworzyli ze trzy-cztery setki, i oczywiście wszystkie zjebali. Sporo było wrzutek, ale starali się też wprowadzać piłkę prostopadłym podaniem między obrońcami. Korona też miała kilka świetnych okazji, ale także żadnej nie wykorzystali. Pierwsza połowa była ciekawa, szybka i bardzo płynna - nawet nie zauważyłem kiedy upłynęło 45 minut - normalnie jak nie na meczu Podbeskidzia. Do przerwy obie drużyny na zero.
Druga połowa to już tylko i wyłącznie gra Podbeskidzia. Mocno ruszyli, usiedli na Koronę i wbili piłkę do bramki - co prawda z pomocą Malarczyka, no ale bramka to bramka. Korona bardzo nieśmiale próbowała przedostać się w pole karne gospodarzy, ale były to próby nieskuteczne. Podbeskidzie jeszcze kilkukrotnie mogło skontrować rywali, jednak na posterunku był Małkowski, któremu ktoś rozwalił nos. Bronił on wszystko co leciało w stronę bramki i nie było tam skierowane przez Koroniarzy, więc Plus Meczu mu się należał. Dominacja Podbeskidzia była wyraźna, i można powiedzieć, że Korona padła na kolana. Popełniali debilne błędy przy rozegraniu przez obrońców. Wciąż nie widać efektów pracy nowego trenera Kielczan, który (szczególnie patrząc na ten mecz) ma sporo pracy przed sobą. Teraz przerwa na kadrę, a z Korony chyba nikt na nią nie jedzie - czy z Legią zobaczymy choć trochę lepszą drużynę?
Na karę chłosty zasługuje Gołębiewski - w doliczonym czasie gry mógł strzelić bramkę, jednak posłał piłkę ponad bramką. Szczerze mówiąc, byłem pewien że padnie bramka - w naszej lidze bardzo często tak karane są drużyny, które są dużo lepsze, ale prowadzą tylko jedną bramką. Masa szczęścia uratowała Michniewicza przed atakiem kurwicy.
Zasłużona wygrana Podbeskidzia pozwala awansować na 13. pozycję, która raczej będzie szczęśliwa dla Bielszczan. Korona znowu ląduje w strefie spadkowej, a jedyną drużyną bez zwycięstwa zostaje Zawisza Bydgoszcz. W następnej kolejce zagrają u siebie z Cracovią, więc może dojdzie do przełamania?
A teraz kolejna porcja wywodu na temat Waldemara Fornalika. Otóż, na wieść o kontuzji Milika postanowił powołać trzeciego napastnika. Wybór padł na Artura Sobiecha, który... również jest kontuzjowany. Zdaje się, że uraz Sobiecha nie jest aż tak poważny i ewentualnie mógłby zagrać z Czarnogórą lub San Marino, ale kurwa - kto normalny powołuje kontuzjowanego zawodnika, i w jego miejsce powołuje kolejnego kontuzjowanego? Z drugiej strony natomiast ciężko powiedzieć, kto obecnie nadaje się do gry w kadrze na pozycji napastnika. Myślę, że nawet Lewandowski się w chwili obecnej do tego nie nadaje - a przecież mamy atakować! Mamy tylko matematyczne szanse na awans i musimy bić każdego, kto się zbliży! W sumie rozumiem Fornalika - i tak nie zdejmie Lewandowskiego, bo święta krówka musi się w końcu przełamać, więc po co kolejni napastnicy? Tylko będą zajmować miejsce na ławce młodziakom zabranym Dornie. A nuż Robercik trafi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz